W Niemczech kryzys, wszędzie kryzys...zachciało się nam emigracji.
Szukamy innych miejsc, ale nic chyba nie wypali, bo wszędzie to samo. Ostatnio przeglądamy Australię i Nową Zelandię. Ale faktycznie ja mam już dość emigracji, chciałabym mieć dzieci, pracę i dom a nie tułać się po świecie, bo może jest gdzieś lepiej niż tu.
"Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma"- jak mówi polskie przysłowie. Wolałabym kraje niemieckojęzyczne, bo z językiem nieźle już sobie radzimy a angielski odszedłdo lamusa...hmmm
Tak naprawdę to chciałabym zaszyć się gdzieś w jakiejś twierdzy i przeczekać to całe moje niewdzięczne życie, w którym nie wiadomo za co się zabrać, doprawdy...
Czy jestem religijna? Staram się być, jednakże Kościół Katolicki w dobie dzisiejszego rozwoju lub upadku (zależy jak kto uważa) społeczeństwa mi to uniemożliwia.
Jestem żoną rozwodnika. Wszystko dobrze się układa, ale jeśli chodzi o wiarę i chodzenie do kościoła to całkiem straciłam motywację. KRK uważa bowiem, że ludzie bez ślubu kościelnego są be i komunii przyjmować nie mogą. Poza tym kazania...jak się tego słucha, to jakoś nie można odnieść tego do otaczającej nas rzeczywistości. Bo ta jest całkiem inna. Kazania to są chyba pobożne (a jakżeby inne) życzenia księży odnośnie ludzkich bytów.
Taka jak ja, kobieta po 30tce, bez ślubu kościelnego nie ma co szukać w kościele. Do spowiedzi nie może pójść, bo jej bozia nie odpuści. Do komunii nie może pójść, bo jej bozia nie dopuści. I za co to wszystko? Za to, że żyje w nieślubnym związku (ślub był tylko cywilny) z facetem, który pozbawił ją dziewictwa? No, to może byłby jakiś argument dla KRK. Może warto postarać się o dyspensę? hihi ( ...a może by jeszcze kazali noc poślubną opisywać, czy wszystko było "zgodne" z...no nie wiem czym...!)...ech!
I tak sobie myślę, na cholerę mi taka bozia, co tyle robi problemów, że urzędnicy pracujący w Urzędzie dla Obcokrajowców w Niemczech mogli by się przy niej schować. Bez takiej bozi żyje się łatwiej i przyjemniej. Przecież nic złego nie robię.
Bozia działa wybiórczo. Pijakom, domowym oprawcom wybacza, bo mają ślub kościelny. Mogą chlastać żony i zdradzać, w końcu to tylko ludzka słabość.
I gdzie tu logika?
Mimo to mam pod poduszką różaniec. Pozostałość z dzieciństwa? A może ze względu na obecność Boga?
Jeśli chodzi o moje cechy charakteru to jestem przede wszystkim niecierpliwa. Jeśli jakieś moje zamierzenie nie dochodzi do skutku to jestem sfrustrowana, mam dość wszystkiego i mam ochote uciekać (ale tylko tak mówię, więc to chyba nie groźne) i "rzucić wszystko w cholerę" jak mawiam często.
Najlepiej, żeby to co zapragnę spełniało się natychmiast i od razu i było dumą całej okolicy. No bo jakżeby inaczej...A tak nie jest...i to mnie dręczy. Dręczy mnie parę rzeczy i ciągle tych samych, bo jestem niecierpliwa. A rok w tą czy wewtą to naprawdę nie dużo...może jeśli w gręwchodzą osławione dzieci, to rok w tą to jest dużo, no ale nie ma opcji "rok wewtą"...bo pojawienie się dzieci jest odwrotnie proporcjonalne do wieku....
Jestem czepliwa i pamiętliwa. I to są moje minusy.
Przez ponad rok byłam właścicielką konta na NK. Wreszcie nadszedł czas, w którym oddzieliłam się od tej wirtualnej rzeczywistości. Nie wytrzymałam.
Kolejne dzieci koleżanek, kolejne domy, pumy, samochody, wycieczki - rzeczy, których ja nie będę miała, choćbym się miała wściec, bo po prostu takie jest życie. No i kupa znajomych, która nie poznawała mnie na ulicy...dość. Stwierdziłam, że to właściwie nie ma sensu. Po pierwsze nie mam się czym chwalić, bo ani dzieci, ani samochodu, chociaż już dawno powinny być. Po drugie żadne spotkanie klasowe nie doszło do skutku, więc po co to wszystko. Portal przechwałeki gra pod tytułem "kto ma lepiej" nie bardzo mnie zajmuje, ponieważ ja akurat nie mam lepiej...hmmm....
A życie płynie dalej, swoim torem. I nie twierdzę, że to co ja otrzymuję od życia jest mniej ważne niż to co mają "inni", ci np. z Naszej Klasy. Zdaję sobie sprawę, że niektóre profile są tam na pokaz, ale ja po prostu lepiej się czuję, gdy moje życie jest tylko moją własnością i nikt go niepotrzebnie nie komentuje. Bo i po co?
Nie mam ochoty wracać na ten portal i odpowiadać na głupie pytania znajomych. Zresztą z pytaniami o dzieci radzę sobie gorzej niż z pytaniami o samochód więc o czym mowa...hmmmm....
Najogólniej mam ochotę wtedy uciec. Oto ja, zrobiona przez opinie innych i zalękniona, co też o mnie powiedzą...tragedia. I to w XXI wieku!!!
I zapomniałam, że świat skłąda się w 95% z ludzi prostych. A poza tym "dupa rządzi światem", i dla ludzi wrażliwych czy też przewrażliwionych nie ma tu miejsca...
Na obiad nasmażyłam naleśników pesto z nadzieniem kuskusowym według własnego przepisu. Nadzienie zawiera groszek, fasolkę, kuskus i marchewkę. A ciasto naleśnikowe robi się z dodatkiem pesto (nie trzeba dawać łyżki oleju, żeby nie przywierało do patelni). Jedliśmy to dwa dni, a poza tym był jeszcze sos curry...też wymyślony. Mój facet to ma zdrowie takie rzeczy jeść, no ale raz się zdecydował na mnie, to teraz ma ....hihihi....
Dziś byliśmy w D., bo to jest duże miasto i można tam miło spędzić czas. Najpierw pociągi miały opóźnienia, ale w końcu doczekaliśmy się na nasz. Buszowaliśmy w japońskich sklepach i kupowaliśmy smakołyki, żeby już tak całkiem pozbyć się szarości dnia codziennego... Cukierki o smaku kukurydzy, sos sojowo-grzybowy, sos sojowy, panierka do kotletów, przyprawa kimchi, mąka fasolowa do panierki...itp...itd. To był naszdrugi w tym roku wypad do "Tokio", podczas pierwszego kupiłam super przyprawy, z którymi nie rozstaję się w kuchni od miesiąca...Lubię co jakiś czas zmieniać smaki.
Wlaściwie to nie gotuję tradycyjnie. Często są półgotowce a resztę wymyślam. I całkiem dobrze mi idzie. No...w końcu jestem żoną od prawie 5 lat...mam wprawę
Jutro piątek, idę do pracy do kamienicy w dzielnicy obok. Mam tam 2 mieszkania do posprzątania. Mam już wprawę. Podczas pucowania mebli i podłóg lubię słuchać muzyki, bo to mnie odpręża. Uczę się też śpiewać. Należę do chóru. Często występujemy w okolicy. A teraz do nauki łacińska msza Missa Jubilate autorstwa przyjaciela naszego Dyrygenta oraz Eli Eli...Zakładam mp3 i śpiewam razem z melodią...to jutro. A dziś pora już spać.
Chcę pozostać anonimowa, więc nie ważne ile mam lat i co robię. Jakie skończyłam szkoły, co posiadam. To wszystko, co zawsze ludzie widzą i to co chcą mieć, doprowadziło mnie na skraj wyczerpania emocjonalnego.
Niech ten blog będzie moją małą psychoterapią...nie mam komu tego opowiedzieć.